I.
Hermiona podniosła się gwałtownie z łóżka. "Nie. To był tylko koszmar" - pomyślała. Złożyła głowę z powrotem na poduszce i postanowiła dokładnie przeanalizować ten straszny sen...
~Ron idzie wzdłuż ciemnego korytarza, uśmiecha się, coś mówi, ale Hermiona nie rozumie go. Po chwili uświadamia sobie , że on nie mówi po angielsku. Nagle dziewczyna dostrzega za Rudzielcem ogromny cień. To Bazyliszek.
-Nie! - krzyczy Hermiona,
lecz Ron tylko uśmiecha się złowieszczo i rozmawiając w języku węży ze swoim towarzyszem idzie dalej w stronę mrocznego końca korytarza.~
-To tylko sen. - powiedziała do siebie na głos dziewczyna wpatrując się w błękitne niebo za oknem. Jej oddech powoli się uspokajał. Wstała, przeciągnęła się i już miała wychodzić gdy coś za oknem przykuło jej uwagę. To jeden z Rudych bliźniaków ( z tej odległości Hermiona nie była w stanie stwierdzić który) siedział pod płotem i.. nie! Czyżby on płakał?! Dziewczyna w największym pośpiechu założyła jeansy oraz koszulkę i natychmiast wybiegła na korytarz Nory. Zbiegła dwa piętra, przeszła przez kuchnię i już była w ogrodzie. Biegną ile sił w nogach zmierzała w stronę , jak się z bliska okazało , Freda.
- Co się stało?! - zapytała zdumiona widokiem płaczącego przyjaciela.
- N-nic... Odejdź proszę . - odpowiedział wyraźnie zdołowany, ale i zawstydzony chłopak.
- Nigdzie nie zamierzam odchodzić . - stanowczo ale i z czułością rzekła dziewczyna - usiądę tu teraz obok ciebie, a ty opowiesz mi dlaczego płaczesz.
Fred spojrzał na nią spode łba. Był zły , bo ktoś widział że płacze i to w dodatku dziewczyna. Czuł że chce być sam, a ona wpycha mu się w jego osobiste sprawy, z których nie zwierzał się nawet swojemu bratu, a co mówić jej - przyjaciółce młodszego rodzeństwa. Lecz Fred czuł coś jeszcze. Nie znal tego uczucia. Nie wiedział jak je opisać. To było coś pomiędzy potrzebą bliskości tej właśnie osoby, a hmmm... pożądaniem. W zdumieniu nad tym nowym odczuciem chłopak zapomniał nawet, że płacze. Nie zauważył również , że Hermiona usiadła sobie wygodnie obok niego plecami opierając się o płot i patrząc w jego twarz z powagą i troską.
- Co się stało , Freddie?
- Nic takiego... To tylko taka załamka.
- Co się stało? - zapytała po raz kolejny Hermiona, tym razem z naciskiem.
- Po prostu jestem beznadziejny. No bo popatrz : mam 17 lat i nic ze swoim życiem nie robię, nie mam konkretnych zainteresowań, hobby, pasji. Nie mam nawet dziewczyny! Wszyscy widzą we mnie tylko rudzielca z klonem u boku. Tego brata słynnego szukającego gryfonów Charlie'go. Tego brata przynudzającego prymusa Percy'ego. Tego brata przyjaciela sławnego Harry'ego Potter'a. Kim ja jestem?! Nawet nie jestem Fred Weasley. Jestem , a raczej jesteśmy "Fred i George Weasley".
Kiedy chłopak wyrzucił już wszystko z siebie Hermiona patrzyła na niego przez parę sekund z uwagą. Rozmyślała o tym , że z każdym wypowiedzianym przez niego słowem, jego twarz wyrażała coraz większą ulgę. Jakby stopniowo ktoś zdejmował z niego zły czar. Teraz nie siedział już obok niej wzburzony i smutny nastolatek, teraz siedział tam Fred. Po prosty Fred. Tylko bez cudownego uśmiechu na ustach i z wilgotnymi oczami.
Po tej krótkiej chwili milczenia gryfonka rzekła:
- Fred! Jak możesz tak w ogóle mówić ?! Jesteś wspaniałym chłopakiem! Jesteś przystojny i zabawny! A co do tego , że u boku masz klona? To ogromne szczęście ! Wielu ludzi oddałoby wszystko dla takiego brata. Przecież rozumiecie się bez słów. Jesteście najlepszymi przyjaciółmi na dobre i na złe! I co z tego , że masz innych braci słynących z różnych rzeczy? Myślisz, że oni nie mają podobnego problemu? Nawet nie wiesz ile razy ja i Harry słuchaliśmy, że Ron rzekomo niczego nie dokonał? Że jest tylko przyjacielem Wybrańca i Kujonki. Że jest tylko młodszym bratem zabawnych i lubianych bliźniaków, przynudzającego mądrzałka i tak dalej. Każdy z was może tak powiedzieć, bo jesteście liczna rodziną. Ale trzeba pamiętać , że każdy z was jest na swój sposób wyjątkowy i niepowtarzalny, nawet jeżeli ciebie i George'a można odróżnić tylko umiejscowieniem pieprzyka na nadgarstku. Słyszałam, że podobno ładnie śpiewasz w przeciwieństwie do George'a, któremu to chyba słoń na ucho nadepnął . Czy to nie jest hobby, talent , który musisz rozwinąć ? A dziewczyny oglądają się za twoimi plecami cały czas. Raz w Hogwarcie w damskiej toalecie słyszałam jak mówiły o czymś w stylu "Stowarzyszenia fanek Freda i George'a" I jak ? Nadal uważasz , że jesteś beznadziejny ? - zapytała Hermiona z uśmiechem.
- No teraz to tak jakby trochę mniej. - odrzekł Rudzielec ze swoim słynnym, łobuzerskim uśmiechem.
Hermiona tak ucieszyla się na widok pocieszonej miny chłopaka, że natychmiast rzuciła mu się w ramiona.
- Za co to? - spytał zdumiony, ale i wielce rozradowany Fred.
- Za uśmiech. - odpowiedziała nastolatka.
Chłopak niewiele myśląc pocałował dziewczynę w usta. Nie był to namiętny pocałunek zakochanych, a raczej o taki sobie buziak w usta.
- A za co to? - zapytała zdziwiona, rozbawiona i o dziwo bardzo zadowolona dziewczyna .
- Za wywołanie tego uśmiechu. - odrzekł cichym , pełnym wdzięczności głosem Fred.
Hermiona powoli odsunęła się od chłopaka , gdy nagle do jego prawej ręki podszedł zaciekawiony gnom, których w ogrodzie Nory było pełno. Rudzielec z przyzwyczajenia, niewiele myśląc złapał stworzonko za nóżki i wyrzucił mocnym ruchem ręki za płot. Przy okazji podwinął mu się rękaw brązowej koszuli , którą miał na sobie. Hermiona oglądając tę scenę zauważyła ciemne kreski na jego nadgarstku.
- Co to jest?! - wykrztusiła.
- Co?! - krzyknął przerażony chłopak.
- To . - powiedziała dziewczyna wskazując na jego , na pierwszy rzut oka, parotygodniowe blizny.
- A, to ? Nic. - odpowiedział wymijającym tonem Fred. - Słuchaj już z tym skończyłem i obiecuje ci, że nigdy więcej tego nie zrobię , ale nie mówmy o tym , ok ?
Hermiona nie wiedząc co powiedzieć spojrzała na niego zatroskanym, niespokojnym wzrokiem.
Fred najwidoczniej uznał to milczenie za aprobatę , bo zsunął rękaw na nadgarstek, otarł resztki łez z powiek i zaczął podnosić się z ziemi. Kiedy już stał na nogach wyciągnął dłoń do dziewczyny , aby pomóc jej wstać. Nastolatka ujęła jego aksamitną w dotyku rękę i stanęła obok niego.
- Dzięki , że przy mnie byłaś. - rzekł Fred.
Miona odpowiedziała mu pięknym uśmiechem i całusem w policzek. Po chwili obydwoje obejmując się po przyjacielsku w pasie odeszli w stronę domu.
Gdyby któreś z nich w momencie podziękowań spojrzało w górę , w okno na pierwszym piętrze zapewne zdumiałoby się i przestraszyło , bo stał tam jak mroczny cień Ron w swojej kasztanowej pidżamie patrząc, w kierunku znikających pod dachem ganku głowom, wzrokiem, który można byłoby przypisać mordercy...
I jak się podobało ? ;) mam nadzieję ze jest ok , zapraszam do komentowania ;* niebawem rozdział II .
niedziela, 12 sierpnia 2012
środa, 25 lipca 2012
początek
hej nazywam się Asia mam 14 lat i jestem fanką Harry'ego Potter'a od zawsze. Od niedawna interesuję się parringiem Fred-Hermiona, a że jak na razie jest mało blogów o tej tematyce to postanowiłam , że ja też coś założę ;) Myślę że dam radę bo lubię pisać i nieźle sobie z tym radze, nie jestem ekspertem, ale warto próbować. Niestety w piątek rano wyjeżdżam z Polski i nie będę miała możliwości dodania czegokolwiek ale 5-6 sierpnia wracam z nową energią i głową przepełnioną świeżymi pomysłami , ze sobą biorę zeszyt i parę rozdziałów poleci :) Także witam, mam nadzieję że pisanie dla was mi się nie znudzi. Jeśli natraficie na tego bloga to skomentujcie, polećcie go znajomym .:) im większa publiczność tym większy zapał do pracy . żegnam ;* ~Asia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)